Born in the 80s

Blog o muzyce lat osiemdziesiątych... i nie tylko!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pionier synth-pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pionier synth-pop. Pokaż wszystkie posty

Depeche Mode - Puppets

Depeche Mode - Speak and Spell okładka albumu


Zespół Depeche Mode został założony w 1980 w angielskim Basildon jako wyraz ambicji dwójki nieumuzykalnionych nastolatków, którzy zapragnęli odrobiny sławy - nawet jeśli miałaby się ona ograniczyć do jednego występu w najpopularniejszym programie muzycznym brytyjskiej telewizji, Top of the Pops. Moda na muzykę elektroniczną oraz dostępność sprzętu sprawiła, że nawet totalni amatorzy mogli tego typu marzenia zrealizować. Ale Depeche Mode osiągnęli znacznie więcej niż tylko dostanie się na sam dół listy przebojów - w stosunkowo krótkim czasie ustabilizowali swoją pozycję jednego z wiodących przedstawicieli muzyki elektronicznej.


Zanim jednak to nastąpiło, w 1981 roku wydali debiutancki album Speak & Spell, który z wyjątkiem niektórych oznaczonych synth-popową marką Vince'a Clarke'a piosenek Just Can't Get Enough, New Life czy Puppets można by bez skrupułów skasować z taśmy matki. To właśnie ten ostatni utwór stanowi jedną z najbardziej przekonujących kreacji artystycznych w początkowej fazie brytyjskiej nowej fali.

Tytuł piosenki to złowieszcza metafora zniewolenia i kontroli nad człowiekiem. Choć podmiot liryczny wydaje się być człowiekiem, łatwo pokusić się o bardziej wyszukane interpretacje tego, kto pociąga za sznurki determinujące poczynania adresata tekstu - począwszy od magicznego oddziaływania muzyki elektronicznej, technologii zmieniającej nasze postrzeganie świata, aż po trawiącą czyjś umysł depresję. Czymkolwiek jest siła będąca bohaterem utworu, wrażenie hipnotycznego uwięzienia kontrolowanej osoby w konkretnym stanie emocjonalnym jest tu zaprezentowane znakomicie.


W przedstawieniu tym główną rolę odgrywa umiejętne użycie instrumentów elektronicznych. Motyw siły oddziałującej, sznurków, które kierują adresatem tekstu, wyrażają oktawy w wysokich rejestrach, które rozpoczynają utwór i powtarzane są w refrenie. Pulsujący bas wprowadza bazę dla zwrotki, w której Dave Gahan swoim przezroczystym, monotonnym głosem stara się zahipnotyzować słuchacza. Udaje się to pod koniec zwrotki, faktycznym punkcie kulminacyjnym utworu, wyróżniającym się niemal całkowitym zatrzymaniem podkładu muzycznego w trakcie wyśpiewania formuły: "I'll be your operator baby/I'm in control". Następujący potem "refren" przetwarza motyw pociąganych sznurków ze wstępu dopełniając go groteskowo banalną melodią wyrażającą momentalne zniewolenie umysłu osoby, jakie następuje po wypowiedzeniu wspomnianego hasła.

Album debiutancki Depeche Mode był kamieniem milowym w ich karierze, ale wczesna twórczość zespołu utrzymana w formule, jaką wtedy przybrali, jest bardzo trudny w przetrawieniu. Rozdźwięk pomiędzy niewyklarowanym jeszcze w pełni image'em a banalnymi, ale dziwacznie zaaranżowanymi melodiami sprawiają, że pierwsze trzy longplaye brzmią jak muzyczny żart, a nie jak poważna artystyczna propozycja. Na uwagę zasługują w zasadzie tylko pojedyncze pozycje - Just Can't Get Enough, People Are People, Everything Counts, See You oraz przede wszystkim, właśnie przez przekonujący efekt końcowy, utwór studyjny Puppets.

Gary Numan - White Boys and Heroes

Początkowe dokonania Gary'ego Numana kojarzą się głównie z surową elektroniką i względnie prostymi utworami, których najbardziej istotną częścią są teksty. Jednak po pierwszych trzech albumach muzyk zaczął zmieniać charakter swoich piosenek i urozmaicać ich styl o kolejne elementy. Wzorem debiutu eksperymenty te miały na celu wyznaczanie nowych kierunków muzycznych. Przez lata Numan próbował w zasadzie wszystkiego, ale tylko niektóre z jego pomysłów znalazły zainteresowanie. Jednym z bardziej odkrywczych była mieszanka funku, rocka i synth-popu, którą po raz pierwszy zawarł na albumie I, Assassin. Utworem wiodącym z płyty był utrzymany w tym właśnie klimacie singiel White Boys and Heroes. 
Jeśli chodzi o konceptualną stronę płyty oraz utworu, to jest ona jedna zdecydowanie lżejsza - zamiast odgrywać rolę niezrozumianego przez świat humanoida, Numan staje się tym razem czarnym charakterem rodem z filmów gangsterskich a la lata dwudzieste.


Rytm narzucony w początkowych sekundach piosenki oparty jest na dynamicznie wędrującym, funkowym basie oraz elektronicznej perkusji. Na tym pierwszym zagrał zresztą uznany basista Pino Palladino, który jako jeden z wielu instrumentalistów zaproszonych do nagrania płyty wniósł do projektu wiele nowych brzmień. Zaproponowana przez niego linia basu jest jednak jedynie kostiumem, pod którym kryje się jak zwykle mroczna natura twórczości Gary'ego Numana, zarysowana elektronicznymi pomrukami i jego typowym wokalem. Do tej już znacznie rozbudowanej konstrukcji Gary dodał jeszcze gitarę elektryczną i pomimo że występuje ona w wydaniu bardzo subtelnym, to samo jej użycie w synth-popie było do pewnego stopnia ekscentrycznością. W owych czasach uchodziło to bowiem za próbę pogodzenia dwóch przeciwstawnych sobie światów.

Gary Numan - White Boys and Heroes okładka singla

Wplatanie rocka w elektronikę było też prorocze dla kariery Numana, która podupadła właśnie zaraz po I, Assassin. Przez kolejną dekadę lawirował on wokół ogranych przez siebie rozwiązań muzycznych, desperacko usiłując powrócić na listy przebojów swoimi elektronicznymi kawałkami. Dopiero gdy ponad dekadę później odkrył Nine Inch Nails i rock industrialny, a więc właśnie połączenie elektroniki z rockiem, osiągnął on gatunkową satysfakcję. Zanim tak się jednak stało, White Boys and Heroes miało się okazać interesującym ale i niestety jego ostatnim udanym eksperymentem w muzyce elektronicznej. Późniejsze płyty Gary'ego Numana, wypełnione mrocznym, gotyckim miejscami rockiem to zupełnie inna historia.


Duran Duran - The Wild Boys


Duran Duran - The Wild Boys okładka singla

Duran Duran powstał jako grupa new romantic w 1979 roku w Birmingham. Po tym jak odkryły go wytwórnie, wydał udany album debiutancki, a potem bestsellerowy Rio, stanowiący przykład klasycznego nagrania synth-pop. Ich kolejny longplay, Seven and the Ragged Tiger sprzedawał się nieźle, ale stylistycznie był przesadą, na którą gotowi byli jedynie najwierniejsi fani. To spowodowało, że choć zespół nadal posiadał status globalnej supergwiazdy, ich popularność powoli malała, a grupie brakowało kolejnego hitu. Tu przyszedł z pomocą ich przyjaciel Nile Rodgers, który wyprodukował jedyny w swoim rodzaju singiel - The Wild Boys, dziś uznawany za ich najlepszy utwór.

The Wild Boys to w rzeczywistości namiastka pełnometrażowego filmu, jaki planował zrealizować reżyser Russell Mulcahy. Do nagrania piosenki tytułowej wybrano właśnie zaprzyjaźniony Duran Duran, dla którego Australijczyk zrealizował większość wideoklipów. Dzięki swoim pomysłowym teledyskom był on w dużej mierze odpowiedzialny za ich sukces w czasach, gdy podbijali świat za pośrednictwem MTV. Niestety projekt oparty na post-apokaliptycznej wizji Williama S. Borroughsa, w którym świat pozbawiony jest kobiet, a mężczyźni rozmnażają się przez sztuczne zapłodnienie nie znalazła zainteresowania. Mimo to uznano, że przygotowania w postaci prac koncepcyjnych nie muszą wcale pójść na marne i grupie Duran Duran powierzono nagranie jednej piosenki. Do niej to Russell miał wyreżyserować oparty na swoich pomysłach wideoklip.


Utwór powstał w wyniku intensywnych dyskusji i jam sessions pod wodzą Nile'a, przez co jak na Duran Duran jest stylistycznie unikatowy. Funkowo-synthpopowe brzmienia, które zespół wypracował przez lata pobrzmiewają w tle tego rockowo-popowego kawałka, który wyróżnia się nad wyraz rozbudowanym użyciem sampli, synthów i agresywnej elektronicznej perkusji. Jak określił to basista zespołu John Taylor w swojej autobiografii, dla Duranów singiel ten był "piosenką dużych chłopców". I faktycznie brzmią oni tutaj bardziej dojrzale niż kiedykolwiek.

Za ten efekt odpowiedzialny był także awangardowy teledysk nafaszerowany efektami specjalnymi, mnóstwem dziwnych gadżetów oraz mrocznymi postaciami. Był zresztą jedną z bardziej ekstrawaganckich produkcji, która śmiało konkurować mogła z Thrillerem Michaela Jacksona, także ukazując się w rozszerzonej, choć "tylko" 10-minutowej wersji.


Unikalny charakter singla The Wild Boys nie był przypadkowy jeszcze z jednego powodu. Utwór miał promować dwa wydawnictwa - album live pt. Arena oraz konceptualne koncertowe nagranie wideo zespołu zatytułowane Arena (An Absurd Notion). Wszystkie łącznie z singlem okazały się, dość przewidywalnie, ogromnym sukcesem - album live sprzedał się tak naprawdę lepiej niż którykolwiek album studyjny, a singiel był ich 12-tym międzynarodowym hitem.

Choć dziś Duran Duran kojarzy się raczej z lekkim popem lat osiemdziesiątych, to jest to tylko powierzchowna interpretacja ich twórczości. W swoim czasie byli pionierami nowoczesnej muzyki, często uciekającymi się do nietypowych form promocji (szczególnie do realizowanych na ogromną skalę klipów, które zaliczały się wtedy do nowości). Nie bez powodu więc przez pierwszą połowę dekady byli chyba najpopularniejszym zespołem pop na świecie, a symbolem tego jest właśnie The Wild Boys.

Yazoo - Only You

Synth-popowa ballada? Może brzmi to jak oksymoron, a jednak takie połączenie udało się przynajmniej raz jednemu z najbardziej znanych kompozytorów muzyki elektronicznej, Vince'owi Clarke'owi. Był on odpowiedzialny za debiutancki album założonego przez siebie Depeche Mode oraz za sukces ekscentrycznego, współtworzonego z Andym Bellem duetu popowego Erasure. Jednak zanim zyskał uznanie, musiało minąć trochę czasu. W 1981 roku zaraz po wyrzuceniu z DM muzyk nie miał wielu perspektyw, w pewnym momencie rozważając nawet powrót do życia przeciętnego brytyjskiego dwudziestolatka. Jednak pewnego dnia zaprezentował zaprzyjaźnionym pracownikom wytwórni Mute nowoskomponowany utwór - Only You, a ten bardzo im się spodobał. Postanowili go wydać, a do jego zaśpiewania wybrano obiecującą wokalistkę Alison Moyet.


Piosenka jest utworem prostym - ma nieskomplikowaną, schematyczną melodię śpiewaną z pełnym przejęciem przez słynącą ze swojego głębokiego, niskiego głosu Alison, a podkład to suma wielu równie banalnych motywów zagranych różnymi barwami elektroniki. To, co jednak sprawiło, że utwór jest tak ciekawy, to wirtuozeria, z jaką Vince skleił pozornie kanciaste kawałki tej układanki w piękną całość.

Only You rozpoczyna motyw złożony z rozbitego akordu durowego, zagrany zdublowanymi, jakby rozchwianymi nutami, którym od ósmej sekundy wtóruje wokal oraz dopełnienie go przebiegami na początku każdego taktu (w średnich oktawach), schodzącymi w rejestry basowe na jego koniec. W refrenie wokal rozwija się w wielogłos, a szybkie przebiegi podwajane są syntezatorowymi dzwonkami. Właściwy bas pojawia się w 0:40, dodając do tej mieszaniny drobnych nutek pierwsze dłuższe dźwięki. Drugi refren rozwija się w bridge, w którym dłuższe brzmienia syntezatora zaczynają zwiastować w pełni rozbudowaną zwrotkę trzecią. Ostatni refren to punkt kulminacyjny, w którym w pełni rozwinięte dziełko rozbrzmiewa mnogością rejestrów i barw, a głos Alison ostatecznie otrzymuje idealne, dopracowane do ostatniej nuty tło.

Yazoo - Only You okładka singla

Piosenka od początku nosiła znamiona hitu - oprócz wspomnianej już, konsekwentnie rozwijającej się kompozycji, posiadała prosty, ale wymowny tekst, co uczyniło ją interesującą na wielu płaszczyznach. Jednak to, co także przyciągało uwagę to jego wykonanie wokalne - lekko jazzujący głos początkującej wtedy Alison okazał się idealnym dodatkiem do surowego, zero-jedynkowego podkładu syntezatorów.

Ten pozornie niemożliwy do pogodzenia mariaż stylistyczny upleciony w utwór Only You okazał się nieoczekiwanym sukcesem. Nieśmiało debiutując na miejscu 198-ym listy przebojów w Wielkiej Brytanii, piosenka w ciągu niespełna dwóch miesięcy doczołgała się aż do drugiej lokaty, ustępując jedynie wygrywającemu w tamtym roku Eurowizję, ckliwemu A Little Piece w wykonaniu niemieckiej piosenkarki Nicole.


Only You to dowód na to, że synth-pop, przez długi czas synonim obciachu, już w czasach swoich narodzin bywał ciekawy pod warunkiem, że za kompozycję i wykonanie (na które składa się oczywiście głównie wokal) zabierają się fachowcy. Singiel sprawił, że Vince i Alison zawiązali współpracę, która zaowocowała dwoma albumami studyjnymi. Formacja miała na koncie kilka hitów, z których kilka, np. dyskotekowe Don't Go oraz Situation to klasyki synth-popu. Grupa została rozwiązana już rok po debiucie z powodu różnic artystycznych, ale ten krótki wspólny epizod artystów pozwolił im w pełni rozwinąć ich przyszłe kariery.

Ciekawostką jest to, że z nieznanych przyczyn, w Polsce duet jest znany głównie ze, zdawałoby się losowo wybranego przez naszych redaktorów radiowych, utworu Happy People. Piosenka pochodząca z drugiego longplaya Yazoo była zresztą jedyną w repertuarze grupy zaśpiewaną przez Vince'a.

Talk Talk - It's My Life (singiel)

Utwór It's My Life zna ze słyszenia niemal każdy. Mało kto wie jednak, że za sukcesem tego, skądinąd dobrego, pop-rockowego coveru zespołu No Doubt stoi oryginał w wykonaniu Talk Talk. Zespół ten jest dziś mało znany, pewnie za sprawą swojego względnie krótkiego żywota, ale w kręgach muzycznych uznaje się go za pioniera artystycznego popu, który dał inspirację dla wielu nowych formacji. Zanim jednak trio zaczęło eksperymentować z brzmieniami elektronicznymi i gitarowymi, odnieśli względny sukces w rodzimej Wielkiej Brytanii i Europie, czego kulminacją był właśnie It's My Life.

Talk Talk - It's My Life okładka singla
 
Utwór w wersji oryginalnej to typowa pseudo-popowa pozycja zespołu - mieszanka różnorakich elektronicznych brzmień zastępujących gitarowe motywy, basu, rozwiązań rytmicznych charakterystycznych bardziej dla rocka niż synth-popu oraz bardzo osobliwego wokalu Marka Hollisa. To właśnie rozmyta, nieco "zapłakana" barwa jego głosu jest jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu.


It's My Life, uznawany dziś za przebój, jest w sumie takim małym "anty-przebojem" - pomimo dość chwytliwej melodii, przez swój dramatyczny, autorefleksyjny nastrój i ambitny tekst nie nadaje się na hit. Jego specyficzny charakter podkreśla też dający do myślenia teledysk, w którym większość czasu wypełnia zlepek klipów ukazujących dzikie zwierzęta, a więc życie w znaczeniu czysto biologicznym. Sekwencje te przerywane są zbliżeniami na stojącego w ZOO Marka, wyraźnie odmawiającego poruszania ustami do tekstu piosenki, co podkreśla zakrywający je czarny prostokąt.


Jeden z największych przebojów zespołu Talk Talk to tak naprawdę ich ostatni komercyjny utwór - choć singiel i promowany przez niego LP o tym samym tytule sprzedawał się nieźle, grupa nie miała ambicji zostania gwiazdą popu. Zamiast tego zaczęła coraz wyraźniej odcinać się od swojej początkowej twórczości, kiedy to porównywano ich nawet do dość plastikowego Duran Duran. Trzy kolejne płyty wypełniały utwory stopniowo coraz bardziej refleksyjne, spokojne i pozbawione popowego rytmu, przypominające bardziej instrumentalne suity niż piosenki.

Duran Duran - Rio

Duran Duran pozostaje jednym z najbardziej znanych zespołów lat osiemdziesiątych. To z nim najczęściej kojarzone są synth-pop i styl new romantic. Kompozycje grupy gromadziły nie tylko zwolenników, ale i przeciwników - nie każdemu bowiem przypadała do gustu muzyka pochodzącej z paskudnego Birmingham zgrai młodzieniaszków ubranej w jaskrawe garnitury i apaszki przewiązane przez głowę na styl Rambo. To właśnie takie Duran Duran znajdujemy na albumie Rio, który stanowi zarówno klasykę wspomnianego gatunku muzycznego jak i najmocniejszą pozycję na liście dokonań grupy.


Płyta łączy wszystkie opisane powyżej elementy w zakrawający na kicz manifest pokolenia młodzieży, która z zasady chce zmieniać otaczającą ją rzeczywistość. Rio napisany został przez zespół po sukcesie utworów z albumu debiutanckiego i uznawany jest za szczyt ich formy - ani nieśmiałe pląsy z LP Duran Duran, ani przesadzone i miejscami nieznośne eksperymenty z Seven and the Ragged Tiger nie mogą się mu równać przebojowemu na wskroś Rio.

Duran Duran - Rio okładka albumu

Utwór tytułowy pod wieloma względami jest piosenką po prostu idealną - kierowana arpeggiowanym na Rolandzie Jupiter-4 akordem, "przeszkadzającą", agresywną gitarą oraz dynamicznym basem zwrotka idealnie przechodzi w jeden z najbardziej chwytliwych refrenów dekady. Ale oprócz samej muzyki, o sile piosenki zdecydował również rewelacyjny klip, w którym ubrani w stylowe garnitury członkowie zespołu pozują do zdjęć stojąc na pędzącym przez wody oceanu jachcie. Ale oprócz tego, ten kolorowy teledysk ma także scenariusz: panowie poza "wyglądaniem", poszukują w nim pięknej dziewczyny (tytułowej Rio) szwendając się po egzotycznej wyspie. W czasach, gdy teledyski dopiero zaczynały wygrywać z radiem klip ten robił olbrzymie wrażenie.

Ale Rio to dopiero pierwszy z interesujących utworów na albumie. Atmosferę hitu idealnie przełamuje następujący po nim My Own Way, z funkowym basem i perkusją stylizowaną na disco. Stosunkowym wyciszeniem jest kameralny, choć przez swój niepokojący tekst, także i dramatyczny Lonely In Your Nightmare. Na uwagę zasługuje tu dopracowana aranżacja muzyczna - motywiczna gitara solowa w zwrotce, elektroniczny, rozmyty fortepian oraz nieco upiornie brzmiące wokale w harmoniach.

Duran Duran - Hungry Like the Wolf okładka singla

Po wyciszeniu znów czas na hit w postaci Hungry Like the Wolf - utwór przebojowy, ale też nieco przesadzony. Co prawda uderza podobieństwo do Rio (powraca arpeggiator), ale tym razem wszystko bardziej przypomina rocka, a całości dopełniają sapania oraz pretensjonalne okrzyki w bridge'u ("Hungry like the wolf!"). Pomimo swojej kiczowatości całość w zaskakujący sposób czyni utwór jednym z ciekawszych, bardziej bezpośrednich, ale nadal taktownych utworów o pożądaniu.


Początkowo wydawać może się, że następujący po nim Hold Back the Rain to tania podróba poprzednika bądź sentymentalne nawiązanie do stylu poprzedniej płyty, gdzie uwydatniony rytmiczny bas, stanowiące tło, pociągłe akordy syntezatorów i dość wysoki wokale Simona były znakiem rozpoznawczym grupy. Utwór wsparty jest nieco banalnym, ale silnym tekstem opowiadającym o stawianiu czoła przeciwnościom losu, co na wyrost zapewne odnoszono do problemu narkotykowego basisty grupy Johna Taylora:

And if the fires burn out there's only fire to blame (hold back the rain)
No time for worry cause we're on the roam again (hold back the rain)
The clouds all scatter and we ride the outside lane (hold back the rain)
Not on your own so help me please hold back the rain

Czyli w tłumaczeniu:
I jeśli wypalą się ognie, to tylko ogień można winić.
Nie czas na troski, bo znów jesteśmy w drodze -
Chmury rozstępują się, a my jedziemy szerokim pasem.
Nie jesteś sam, więc pomóż mi wstrzymać deszcz.

Nieco "jacksonowy", bo nafaszerowany dużą dawką funku i rytmicznych melodeklamacji jest New Religion, który świetnie oddaje kwintesencję tego, jak "brzmi" obsesja. Z podobną zresztą przenikliwością utwór kolejny, Last Chance on the Stairway, stara się muzycznie zobrazować seksualną desperację. Narastające w tych utworach napięcie rozładowują dwa kolejne, spokojniejsze. Pierwszy, Save a Prayer to prawdziwy majstersztyk, który udowadnia, że nawet pozornie pstrokaty synth-pop może być umiejętnie użyty w budowaniu świetnego, wyciszonego klimatu, jaki wywołują tu pobrzękujące przez całą długość jego trwania syntezatory, ciepła gitara w bridge'u oraz hipnotyczny wokal, którego porefrenowe przetworzenia w ostatniej minucie utworu przyprawiają o dreszcze.

Duran Duran - Save a Prayer okładka singla

Finałowy The Chauffeur jest dziwaczny, ale niezwykle klimatyczny. Zwrotka i refren oparte na trzymającym w niepięciu pochodzie wysokich nut zostają jakby "dopełnione" pełnym beatem i basem oraz motywem zagranym na okarynie w części końcowej. Temat piosenki jest na tyle osobliwy, że jego zgłebienie tematu polecam tylko najbardziej zainteresowanym. Dość powiedzieć, że tekst opowiada o wspólnej podróży obcych sobie kobiety i mężczyzny, a wieńczą go aluzje do kopania w ziemi i więzienia. Czyżby mały żart na koniec?


Album Rio jest muzyczną relikwią, szczególnie dla fanów new romantic i wczesnego synth-popu, dla których był urzeczywistnieniem wszystkich pragnień. Wypełniają go bezbłędne, dojrzałe kompozycje, które sprawdzają się zarówno jako ostatnie podrygi new romantic w klasycznym ujęciu, jak i pierwszy przejaw przystępnego w słuchaniu synth-popu. Stylistycznie płyta to nie tylko elektronika - Duran Duran dokładają do niej funk, disco, a nawet folk i zanurzają to wszystko w nowatorskiej aranżacji, której przysłużył się producent Colin Thurston.


Dodatkowo, album zyskał świetną oprawę wizualną - począwszy od charakterystycznej okładki stworzonej przez Malcolma Garretta, poprzez wspomnianą stylizację samych muzyków, a skończywszy na barwnych klipach wideo wyreżyserowanych przez australijczyka Russella Mulcahy'ego. W czasach, gdy idea teledysku nabierała coraz większego rozgłosu, a premierę świętowała MTV, barwne obrazy do Rio, Hungry Like the Wolf, Save a Prayer były jednymi z chętniej puszczanych klipów i wywindowały grupę w Stanach Zjednoczonych, gdzie styl new romantic nie był popularny. Grupa uznawana była tam za przedstawiciela... disco, co zapewne skłoniło ich do przemiksowania My Own Way na potrzeby mającego stać się potem hitem amerykańskiej MTV teledysku do tego utworu.


Płyta osiągnęła światowy sukces i przyniosła grupie niesłychaną sławę, która objawiła się nawet przesadzonymi porównania do Beatlesów. Album sprzedawał się w milionach egzemplarzy i zapadł krytykom w pamięć na tyle, że wiele brytyjskich źródeł - począwszy od NME, a na Q skończywszy - do dziś wymienia go wśród najważniejszych brytyjskich wydawnictw. To on właśnie sprawił, że zespół stał się na parę lat obiektem kultu w rodzimej Wielkiej Brytanii. Rio była ich pierwszym sukcesem oraz zdecydowanie ich największym osiągnięciem. Śmiało można też powiedzieć, że jest także jedną z najlepszych płyt lat osiemdziesiątych.

Gary Numan - Cars


Gary Numan - Cars okładka singla

Pod koniec lat 70-tych nowa fala zalewa kolejne terytoria, a jej przedstawiciele tworzą nowe gatunki. Najbardziej przystępnym był raczkujący synth-pop - swoisty kompromis pomiędzy tendencjami rewolucyjnymi a chęcią przypodobania się publiczności, która nie była do końca gotowa na trzęsienie ziemi w postaci punk rocka albo dziwacznych nowych romantyków.

Zespołem, który przegonił tych ostatnich, grających muzykę najbardziej ze wszystkich wspomnianych aspirującą do zagoszczenia na stałe w mainstreamie był zespół Tubeway Army. Jego frontman Gary Numan zwracał uwagę swoją ekscentryczną ekspresją połączoną z odhumanizowanym image'em, wysokim rejestrem wokalu i, co najważniejsze, prostymi konstrukcyjnie utworami o niebanalnym często przesłaniu. To wszystko usłyszeć można w największym hicie wokalisty - Cars.


Utwór, tak jak wiele innych autorstwa Numana, można albo interpretować jako chwytliwy pop, albo doszukiwać się w nim głębszego przesłania. Na jego popowy efekt składa się charakterystyczny riff podobny do gitarowego, ale będący w rzeczywistości sprytnie dobranym brzmieniem Minimooga, jednego z najpopularniejszych syntezatorów tamtych lat. Riffowi wtórują zagrane na Polymoogu niepokojące wysokie nuty przypominające smyczki, których wielokrotne przetworzenia w późniejszej części utworu pozostawiają słuchacza w niepewności.

Owa powtarzalność prostych motywów w utworach Numana służy zwykle uproszczeniu warstwy muzycznej i położeniu nacisku na treść tekstów. Cars opowiada o chęci pozostania w zamknięciu, jakie zapewnia wnętrze samochodu. Autor przyznał, że zawarte w piosence z jednej strony wyobcowanie od świata zewnętrznego, a z drugiej poczucie bezpieczeństwa wzięły się z incydentu, jaki przydarzył mu się na londyńskiej ulicy. Stojąc w korku pokłócił z osobami z samochodu przed nim, a to, że w porę odjechał pozwoliło mu uniknąć bycia pobitym.

Gary Numan - Cars okładka singla

I choć interpretacja mówiąca, że w aucie zmienia się nasze myślenie i czujemy się jakby bezpieczniejsi jest przekonująca, to w kontekście twórczości Numana trudno nie dostrzec także spójnego z nią poczucia społecznej izolacji i chęcią pozostania odmiennym od reszty świata. Będący częścią albumu The Pleasure Principle singiel Cars świetnie oddaje charakter płyty, na której autor przybiera liczne alter ego, m.in. robota (Metal), obserwującego otaczający go świat okiem kamery i oceniającego go swoją zero-jedynkową miarą.
Cars było prawdziwą rewelacją - nieznany wtedy, zaledwie 21-letni Numan nie tylko odniósł sukces, ale zwrócił uwagę krytyków na coraz większą popularność elektronicznych eksperymentatorów, których większość mediów ignorowała tak długo, jak się dało, póki jeden z nich nie stał się numerem jeden. Utwór jest bezsprzecznie dziwną piosenką i pomimo swojej chwytliwości pamięta się go dziś raczej jako pierwszy udany, ale dość dziwny hit synthpopowy. Niestety podobnie jest ogólnie z przed-rockową twórczością Numana, która jest obecnie niedoceniana, nawet przez niego samego.

Prawa autorskie

Tekst: Wojciech Szczerek

Licencja Creative Commons

BornInThe80s
by Wojciech Szczerek is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.

Licencja obejmuje wszystkie artykuły oraz tłumaczenia tekstów piosenek z wyjątkiem oryginalnych tekstów piosenek.

Wszystkie zdjęcia okładek oraz teksty piosenek są dziełem oryginalnych twórców i podlegają prawu autorskiemu.